Lęk bywa bardzo przydatny, dopóki nie zaczyna sterować całym dniem. Czasem wygląda jak głośny alarm, czasem jak mgła, która odbiera jasność, a czasem jak podejrzliwość wobec własnych uczuć: „Nie przesadzaj”, „To bez sensu”, „Przecież nic się nie dzieje”. W gabinecie i na sesjach z ludźmi najczęściej widzę coś jeszcze. Nie tylko lęk ma swój głos. Mają go też myśli, które lęk karmią. I dokładnie tam, w świecie zdań, pojawia się przestrzeń na zmianę. Nie przez magiczne „po pro
Balsam dla duszy: praktyka wdzięczności rano i wieczorem
Są takie dni, kiedy wdzięczność przychodzi sama, jakby ktoś uchylił okno i wpuścił do środka świeższe powietrze. A są dni, kiedy trudno o ten „dobry nastrój”, bo głowa pracuje na wysokich obrotach, a ciało nosi napięcie z poprzednich godzin. Wtedy wdzięczność nie musi być słodka ani efektowna. Może być cicha. Może być praktyką. I, co najważniejsze, może wracać. Rano i wieczorem. W dwóch momentach, które mają w sobie coś stałego. Dla mnie wdzięczność jest jak balsam
Spokój w relacjach: co mówić, gdy trudno o porozumienie
Są rozmowy, które wyglądają zwyczajnie, a i tak w środku robi się ciasno. Niby rozmawiacie o praktycznych sprawach, a kończy się to wzajemnym podnoszeniem tonu, trzaskaniem drzwi albo tym cichym, ciężkim zawieszeniem, w którym obie strony wiedzą, że zaraz powie się coś, czego nie da się cofnąć. Spokój nie jest tu miękką ozdobą. To decyzja, sposób trzymania kierownicy, gdy auto zaczyna zjeżdżać z pasa. W relacjach trudne porozumienie rzadko bierze się z braku racji. Częśc
Jak rozmawiać ze sobą życzliwie (i przestać się krytykować)
Są takie momenty w ciągu dnia, kiedy człowiek nie zauważa, jak bardzo sam siebie prowadzi na smyczy. Czasem to jest ciche „wiesz, że znowu zawiodłeś”, czasem „przecież mogłeś to zrobić lepiej”. Niby nic wielkiego, kilka zdań w głowie, a potem nagle robi się ciężko, wolniej się oddycha i kurczy się energia. I dopiero po chwili widać, że to nie sytuacja była najtrudniejsza, tylko sposób, w jaki potraktowało się siebie. Życzliwość wobec siebie nie polega na wymazaniu odpowi
Troska o siebie brzmi jak hasło, które łatwo obiecać, a trudniej utrzymać. Prawda jest taka, że to nie jest projekt na miesiące, tylko zestaw małych decyzji podejmowanych codziennie, często w chwilach, gdy człowiek ma mniej energii, niż chciałby. I właśnie wtedy troska o siebie ma sens najbardziej. Nie dlatego, że nagle wszystko będzie idealnie, ale dlatego, że dajesz swojemu ciału i psychice jasny sygnał: „widzę cię, zajmę się tobą”. Jeśli próbowałaś próbować, wiesz, że
Kiedy wieczór zaczyna się sam układać w ciemniejsze barwy, mój dom też zwalnia. Nie dzieje się to przez jedną magiczną czynność. Raczej przez serię małych, przewidywalnych sygnałów, które mówią ciału i głowie: teraz nie musimy już gonić. W praktyce oznacza to rytuały, które da się powtórzyć nawet wtedy, gdy dzień był ciężki, a myśli wracają jak uparte echo. Wiele osób mówi o „odcięciu ekranów” jak o postanowieniu. Dla mnie to bardziej podobne do zmiany środowiska. Ekran
Są takie dni, kiedy człowiek nie jest zmęczony ciałem, tylko „przeciążony” w środku. Jakby ktoś narzucił na duszę dodatkową warstwę kurzu, której nie widać, ale czuć. Ruch jest, praca jest, obowiązki też, a jednak brakuje tego cichego tchnienia ulgi. Wtedy duchowy detoks nie brzmi jak modny slogan, tylko jak zwykła higiena. Nie chodzi o odcięcie się od życia. Chodzi o odciążenie tego, co przeszkadza ci słyszeć siebie. Dla jednych źródłem dyskomfortu jest chaos informacyj